Prezydentowa, której nie chcą Polacy!

Prezydentowa, której nie chcą Polacy!

“Nudny”, “karykatura prawdziwej Jackie”, “patetyczny” – takie określenia można znaleźć w recenzjach dziennikarzy i komentarzach internautów, oceniających “Jackie”. Większość przeczytanych przeze mnie opinii była krytyczna i zaryzykuję stwierdzenie, że film Pablo Larraína Polakom niezbyt się podobał. W zasadzie chyba powinnam napisać, że nie podobał im się film Natalie Portman, bo grająca tytułową Jackie aktorka jest na ekranie przez prawie wszystkie 99 minut jego trwania. I chociaż – przynajmniej na mnie – wrażenie robią zdjęcia, montaż, kostiumy (za które Madeline Fontaine została nominowana od Oscara) i gra pozostałych aktorów (a zwłaszcza wcielającego się w Roberta Kennedy’ego Petera Sarsgaarda), “Jackie” to przede wszystkim efekt pracy Portman. A ona przyłożyła się do roboty (i została za nią nominowana między innymi do Oscara i Złotego Globu)!

Natalie Portman doskonale skopiowała mimikę, ruchy i charakterystyczny sposób mówienia słynnej prezydentowej. Niektórym jej gra może się wydawać przerysowana i sztuczna, ale – sądząc po archiwalnych nagraniach i filmach – Jackie Kennedy taka właśnie była. Spięta świadomością ciążącej na niej odpowiedzialności, pragnąca zadowolić męża i miliony na początku niezbyt jej przychylnych Amerykanów, żona 35. prezydenta USA trzymała się prosto, mówiła cicho, a gestami i drobnym kroczkiem podkreślała swą kobiecość i delikatność. Bo tego od niej oczekiwano. Najpierw musiała odgrywać prezydentową, a – po zabójstwie swojego męża – wcielić się w rolę wdowy po nim. I właśnie o kształtowaniu się tego nowego oficjalnego wcielenia opowiada film wyreżyserowany przez Larraína.

Oglądane w filmie Biały Dom i Air Force One powstały w studiu filmowym pod Paryżem. Dlaczego? Bo właśnie w stolicy Francji mieszkała w owym czasie Portman z rodziną. Mąż aktorki – Benjamin Millepied – był wtedy głównym choreografem Opery Paryskiej.

Chilijski filmowiec znany światowej publiczności w zasadzie tylko z filmu “Neruda”, wziął na siebie trudne zadanie. Nie tylko miał zrobić swój pierwszy film po angielsku, ale też opowiedzieć w nim o światowej legendzie, amerykańskiej ikonie. Dlaczego producent “Jackie” Darren Aronofsky wybrał właśnie jego? Podobno pierwotnie twórca kultowego “Requiem dla snu” i “Czarnego łabędzia” sam planował wyreżyserować film o Jackie Kennedy, ale prywatne perturbacje (rozstanie z życiową partnerką i aktorką Rachel Weisz, która miała zagrać prezydentową) sprawiły, że zmienił zdanie. Ponadto zależało mu też na tym, żeby film zrobił ktoś, kto nie wychował się wśród wciąż żywych i mocno wyidealizowanych wspomnień o Johnie F. Kennedym i członkach jego rodziny. Larraín z racji pochodzenia miał być wolny od uprzedzeń czy wyobrażeń na temat najsłynniejszej Pierwszej Damy.

Reżyser postanowił, że nie będzie próbował zrobić filmu biograficznego. Jego “Jackie” miała być “próbą zrozumienia jednej z najważniejszych kobiet wieku”. Ale czy oglądanie tego filmu faktycznie mogło pomóc widzom zrozumieć, co przeżywała Jacqueline Kennedy po tym jak ciało jej męża przeszyły dwie kule? Larraín pokazuje, co się działo i co mogło się dziać z Jackie od momentu, gdy próbowała zatrzymać mózg wypływający z roztrzaskanej czaszki Johna do chwili, gdy obserwowała opuszczanie do ziemi dwóch maleńkich trumienek z ciałami jej dzieci, których szczątki miały odtąd spoczywać przy grobie zamordowanego prezydenta. “Jackie” to jego wyobrażenie o tym, jak następowało przeistoczenie prezydentowej we wdowę po prezydencie.

Zdjęcia do “Jackie” zaczęły się niedługo po ataku terrorystów na klub Bataclan w Paryżu. Według Natalie Portman na planie czuło się atmosferę zbiorowej żałoby, podobnej do tej, której doświadczył naród amerykański po zabójstwie Kennedy’ego. 

A temu przeistoczeniu według Larraína musiało towarzyszyć nieidealne, ale za to bardzo ludzkie zachowanie: Jackie pali i upija się. Jakby przypominając sobie wszystkie swoje dotychczasowe wcielenia, przymierza suknie wieczorowe i biżuterię, w których – jako nienaganna ikona stylu – pokazywała się podczas oficjalnych uroczystości. I rozpaczliwie kalkuluje, jak powinien wyglądać pogrzeb jej męża, by historia i ludzie o nim nie zapomnieli.

Podparyskie studio, w którym powstała część filmu należało do Jeana Reno, z którym Natalie Portman zagrała w swoimi pierwszym filmie – “Leonie zawodowcu” (1994 r.).

Niektórych widzów męczyła “udręczona mina głównej bohaterki”, według innych Jackie z filmu Larraína to “zimna kobieta”. Moim zdaniem Portman stworzyła bardzo wiarygodny obraz rozpaczy pomieszanej z obsesyjnym poczuciem odpowiedzialności. Oto kobieta, która pomogła swojemu mężowi odnieść sukces polityczny (brała przecież udział w jego kampanii wyborczej, a jako prezydentowa współtworzyła jego wizerunek), próbuje zapewnić mu nieśmiertelność.

A jeśli po drodze pojawią się wątpliwości, czy w tym wszystkim chodzi tylko o pamięć o zamordowanym prezydencie, czy też o ego wdowy po nim, tym lepiej dla filmu i Natalie Portman. Bo dobre filmy nie dają gotowej odpowiedzi, tylko pobudzają do jej poszukiwania. Dobre filmy są blisko prawdy, a prawda jest taka, że ludzie nie są ideałami. I “Jackie” można potraktować jak opowieść o niedoskonałości ludzkiej natury – niedoskonały był prezydent odpowiedzialny za kryzys na Kubie i podejrzewany o liczne romanse, niedoskonała była jego żona, która wydawała tysiące dolarów na remont Białego Domu i kazała swojemu trzyletniemu synkowi salutować przed trumną ojca. A film o nich? On wydał mi się bardzo bliski doskonałości.

Odżywki Pantene, czyli bicie piany

Odżywki Pantene, czyli bicie piany

L'Oreal Skin Perfection, czyli do trzech razy sztuka

L'Oreal Skin Perfection, czyli do trzech razy sztuka