Pat McGrath: uzależniona<br>od make-upu

Pat McGrath: uzależniona
od make-upu

Mówi o sobie, że jest urodową ćpunką, i że uzależniła się od robienia makijażu. I faktycznie Pat McGrath (urodzona w 1970 roku) w swój nałóg “wpadła”, tak jak inni uzależniają się od alkoholu czy gier komputerowych – przez przypadek, trochę przez znajomych, trochę przez nie najłatwiejszą sytuację rodzinną… Zwłaszcza ta ostatnia mogła sprzyjać uzależnieniu od niebezpiecznych substancji i ludzi. Bo przecież rzeczywistość, w której matka samotnie wychowuje trójkę dzieci to – stereotypowo – idealne tło dla dramatu. A jak się doda do tego jeszcze jamajskie pochodzenie i przynależność do Chrześcijańskiego Zboru Świadków Jehowy, to robi się naprawdę intensywnie. Ale właśnie warunki, w których Pat dorastała sprawiły, że stała się tym, kim jest teraz – najsłynniejszą i prawdopodobnie najlepiej zarabiającą makijażystką świata. W odpowiednich warunkach permanentny brak pieniędzy może pobudzać kreatywność. A te odpowiednie warunki stworzyła Pat jej matka – Jean, która podobno z równie wielkim zapałem oddawała się praktykom religijnym, jak tworzeniu własnych kosmetyków i przeglądaniu czasopism poświęconych modzie. 

Jean i Pat lubiły razem przeglądać włoską edycję Vogue’a (zawsze w kiosku, bo na kupno własnego egzemplarza brakowało pieniędzy) i tworzyć podkłady odpowiednie dla ich ciemnej skóry. Już bez udziału mamy, a czasem wbrew jej wyraźnemu zakazowi, mała Pat podkradała kosmetyki z toaletki Jean i próbowała przy kuchennym stole robić własne kremy do twarzy. Jednak to nie rozwinięte wtedy zainteresowanie kolorami i wrażliwość estetyczna zaprowadziły McGrath do jej zawodu. Zrobiły to londyńskie imprezy i branża muzyczna.  

Fotograf Craig McDean, stylista Edward Enninful i Pat w 1993 roku.

Fotograf Craig McDean, stylista Edward Enninful i Pat w 1993 roku.

Po ukończeniu krótkiego kursu sztuki w collegu w rodzinnym Northampton, Pat planowała studiować projektowanie ubioru. Ale najpierw postanowiła zrobić sobie rok przerwy i ruszyła do Londynu, a konkretnie do tamtejszych klubów. W ciągu dnia pracowała jako recepcjonistka, a wieczorami szalała na parkiecie. I właśnie przy okazji zabawy dowiedziała się, że makijaż można robić zawodowo. Ktoś w klubie zapytał mocno umalowaną Pat, czy nie zrobiłaby mu makijażu za pieniądze. Szybko pojawili się kolejni klienci. "Znajomy miał przyjaciela, który miał zespół…", wspomina Brytyjka. Tak McGrath zaczęła regularnie malować członków różnych kapel, a z Soul II Soul pojechała nawet w trasę po Japonii. Równocześnie nadal bawiła się w londyńskich klubach w towarzystwie Johna Galliano, Alexandra McQueena i Edwarda Ennifula. Ten ostatni – stylista i najmłodszy szef działu mody magazynu i-D – zatrudnił ją do pracy przy sesji z modelką Amber Valettą. A ona poznała Pat ze słynnym fotografem Stevenem Meiselem. Ich wspólna praca na dobre otworzyła McGrath drzwi do świata mody. Od tej pory wyrywali ją sobie z rąk Helmut Newton i Peter Lindbergh, Armani i Prada, Lanvin i Louis Vuitton. "Jakoś wślizgnęłam się do branży", mówi o sobie skromnie Brytyjka.

Rocznie Pat McGrath i jej ekipa (składająca się w porywach nawet z 75 asystentów) pracują przy około 30 pokazach ready-to-wear i houte couture. Razem z nią po całym świecie lata czasem nawet 75 kufrów wypełnionych szminkami, cieniami do powiek, koronkami, gumą i różnego rodzaju klejami. W ciągu prawie 27 lat pracy, McGrath wyrobiła sobie markę i znak rozpoznawczy – idealną, alabastrową cerę. Od “zrobionej” przez nią skóry bije delikatny blask, który nie ma nic wspólnego z tłustym połyskiem. Skąd ta świeżość i lekkość? Byli asystenci i malowane przez Pat modelki nie chcą zdradzić jej sekretu. Grace Caddington – redaktorka modowa z amerykańskiego Vogue’a, która wielokrotnie pracowała z McGrath – podejrzewa, że makijażystka przed nałożeniem podkładu czy korektora, oprósza malowaną skórę srebrnym pudrem. Trudno powiedzieć, jak jest faktycznie, z całą jednak pewnością, przygotowanie pięknej cery to nie jedyna umiejętność Brytyjki. Krzaczaste brwi, dramatyczny eyeliner, makijaż klauna, papier, kryształki Swarovskiego, koronka czy włóczka przyklejone do twarzy modelek – Pat tworzy dla swoich klientów nie tylko piękne makijaże, ale też szokujące charakteryzacje. 

McGrath łączy odwagę godną artysty z doskonałą znajomością komercyjnego rynku. I właśnie dlatego marki chcą, by tworzyła dla nich kosmetyki. Pierwszy poprosił ją o to w 1999 roku dom mody Giorgio Armani, potem było Dolce & Gabbana (2009 r.) i Gucci (2014 r.). W 2004 roku Pat została globalnym dyrektorem kreatywnym koncernu Procter & Gamble i nadzoruje tworzenie nowych produktów dla marek CoverGirl i Max Factor.

Mistrzostwo Pat McGrath doceniła także królowa Elżbieta II, przyznając jej w 2014 order Imperium Brytyjskiego MBE (Member of the Order of the British Empire).

Pracowita pszczółka, prawda? Ale jej wyraźnie wciąż mało! W 2015 roku stworzyła własną linię kosmetyków – Pat McGraths Labs. Jej pierwszy produkt – Gold 001, czyli zestaw ze złotym pigmentem – sprzedał się w ciągu 6 minut. Kolejnymi – Phantom 002, Skin Fetish 003, Lust 004 i Metalmorphasis 005 – zgodnie zachwycają się urodowi blogerzy i redaktorki czasopism o modzie. I tylko niektórzy narzekają czasem na dość wysokie ceny i niedostępność kosmetyków Pat. Tworząc je McGrath potwierdziła, że zna się i na makijażu, i biznesie. Kilka tysięcy recenzji na YouTubie i filmiki obejrzane przez miliony internautów na pewno wzmocniły jej pozycję. Jeśli ktoś jeszcze będzie się zastanawiał, czy ją zatrudnić do swojego pokazu czy reklamy, licznik odsłon na YouTubie czy ilość subskrybentów konta Pat na Instagramie pomogą w rozwianiu wszelkich wątpliwości. 

Choć zapracowana Pat nie ma zbyt wiele czasu na życie prywatne, chroni je przed coraz bardziej zainteresowanymi nim mediami i fanami. Wiadomo, że w swoim apartamencie w West Village w Nowym Jorku mieszka sama. Dzień zaczyna od filiżanki kawy Ristretto, gorącej kąpieli, wody z sokiem aloe vera lub zielonego koktajlu. Potem ubiera się – zawsze na czarno – delikatnie maluje i perfumuje mieszanką olejków eterycznych. Po całym dniu pracy, lubi zwinąć się w kłębek na sofie i obejrzeć odcinek któregoś ze swoich ulubionych seriali – The Good Wife, Game of Thrones, Scandal. Przed snem sprawdza plan na następny dzień i buszuje po sklepach internetowych. Śpi zwykle nie więcej niż 5 godzin. A gdy chce i może naprawdę odpocząć, robi sobie trwające 5-6 tygodni wakacje. 

By dostać się do jej ekipy i być jednym z makijażystów asystujących jej podczas przygotowań do pokazów mody czy sesji reklamowych trzeba mieć dużo pokory, samozaparcia i… własnych oszczędności. Bo praca z i dla Pat to przede wszystkim okazja do nauki, a nie do zarobku. Świeży asystent, będzie musiał sam zapłacić za swój przelot i nocleg, by móc z nią pracować w Paryżu czy Nowym Jorku. Na pierwszą wypłatę poczeka czasem nawet dwa lata. Ale i tak mu się to opłaci. "Ona nauczyła mnie jak używać rąk, jak przygotować skórę", powiedział magazynowi New Yorker Vincent Oquendo, który asystował McGrath od 2009 do 2014 roku. Teraz Oquendo pracuje dla Chrissy Teigen i Jessiki Chastain, jego makijaże są na okładkach hiszpańskiego Vogue’a, Harper’s Bazaar Singapore, Elle Italia… By odnieść sukces, musiał spełnić wymagania Pat – być cierpliwym, pozbawionym arogancji i mieć “zerowe ego”. Vincent zastosował się do porady, którą wszystkim początkującym makijażystom daje słynna Brytyjka: "Powoli buduj swoją karierę. Ludzie zaczną ci ufać i… dobrze płacić". 

 

Dlaczego<br>nie pokochałam<br>masła shea?

Dlaczego
nie pokochałam
masła shea?

Ropa naftowa w pielęgnacji

Ropa naftowa w pielęgnacji