Dlaczego<br>nie pokochałam<br>masła shea?

Dlaczego
nie pokochałam
masła shea?

Jest częstym składnikiem tych lepszych kosmetyków nawilżających. Przy czym przez “lepszych” rozumiem takich, których producenci nie próbują oszczędzać i wciskać swoim klientom taniego (i dość kontrowersyjnego) oleju mineralnego. Masło shea można zaleźć w balsamach do ciała, odżywkach do włosów, kremach do twarzy. Ale można go też używać w czystej postaci. I warto! Bogate w antyoksydanty, kwasy tłuszczowe i witaminy A, E i F masło shea nawilża i natłuszcza skórę oraz chroni ją przed utratą wilgoci i opóźnia jej starzenie się. Ponadto łagodzi stany zapalne i może być stosowane przez alergików oraz w pielęgnacji niemowląt. Jego wyznawcy zapewniają też, że ma właściwości lecznicze oraz łagodzi ból mięśni i stawów. 

Masło shea jest wytwarzane ze zmiażdżonych i uprażonych nasion masłosza parki – drzewa, rosnącego w zachodniej i środkowej Afryce. Jego nazwa pochodzi od słowa s’i – tak w języku bambra w Republice Mali nazywany jest masłosz. Może też występować pod nazwą karite, bo tak jest to drzewo nazywane w Senegalu.

Zachęcona długą listą jego cudownych właściwości, postanowiłam doświadczyć ich w nierozrzedzonej postaci. Dlatego kupiłam Naturalne Masło Shea Nacomi. Niestety, okazało się, że dość twarde i odrobinę grudkowate masło nie jest kosmetykiem łatwym w użyciu. Trzeba się nieźle namachać, żeby rozgrzać je w dłoniach. Nigdy nie udało mi się go na tyle dobrze rozpuścić, żeby przybrało płynną postać. A w postaci częściowo stałej opornie wsmarowuje się w ciało.

Masła shea używano do pielęgnacji skóry i włosów, oraz dla ochrony przed wiatrem i słońcem już w starożytnym Egipcie!

Za to jak już uda się je wsmarować, nieźle i stosunkowo szybko się wchłania, powlekając skórę cienką, tłustawą warstwą, i czyniąc ją przyjemnie gładką. Zimą smarowałam nim biodra i brzuch. Skórę w tym miejscu miałam tak obtartą i przesuszoną, że pojawiły się na niej podłużne czerwone prążki. Już po pierwszym użyciu masła prążki zniknęły, a wraz z nimi lekko łuszcząca się skóra i nieprzyjemne uczucie ściągnięcia i swędzenia. Podsumowując: z masłem shea jest jak z prawie idealnym facetem, który ma sporo uroku, ale nie wystarczająco dużo, żeby się w nim zakochać – poprawia nam nastrój, ale nas nie uszczęśliwia. Dlatego masło (a nie facet!) stoi u mnie w łazience i czeka na sytuację awaryjną, gdy z braku dobrego balsamu do ciała, będę sobie nim ratowała i skórę, i nastrój. 


Naturalne Masło Shea Nacomi – wrażenia w skrócie:

/+ brak zapachu (czasem to wada, czasem zaleta)
konsystencja, która powoduje, że używanie masła shea wymaga czasu i cierpliwości
+ nawilża i pielęgnuje skórę
+ wydajne i niedrogie (starczy na długo, zwłaszcza jeśli jest stosowane miejscowo)
+ posiada certyfikat ekologiczny (co między innymi oznacza, że kosmetyk nie jest wytworzony ze składników modyfikowanych genetycznie, nie był testowany na zwierzętach oraz nie zawiera substancji uzyskiwanych podczas destylacji ropy naftowej)


Najpopularniejsza szminka świata rozczarowuje

Najpopularniejsza szminka świata rozczarowuje

Pat McGrath: uzależniona<br>od make-upu

Pat McGrath: uzależniona
od make-upu